Jump to content

Wielkie złudzenia


Kicha

Recommended Posts

1. Dokładnie to pamiętam

Było ciepłe, słoneczne popołudnie, bawiłem się w ogrodzie. Nagle na bezchmurnym niebie pojawił się lśniący srebrny samolot. Mama wzięła mnie na ręce i wskazała mi go palcem, wszyscy sąsiedzi wyszli z domów, by popatrzeć. To był concorde, startujący z lotniska Heathrow w jeden ze swoich pierwszych lotów. Pamiętam to tak dokładnie, jakby to było wczoraj... Ale wiem też, że to na pewno fałszywe wspomnienie. Nawet jeśli Concorde przelatywał nad moim domem w czasie jednego z lotów testowych, mieszkałem w tamtej okolicy tylko do 1971 r., a wtedy ledwie wyrosłem z pieluch. A poza tym concorde był biały, nie srebrny.

"Już od lat 60. XX w. wiemy, że pamięć nie działa na zasadzie nagrywania filmu wideo" - podkreśla dr David Gallo, psycholog z University od Chicago. Kluczowym słowem jest tu "rekonstrukcja". To, co nazywamy pamięcią autobiograficzną, nie jest wcale wiernym zapisem naszej przeszłości "Nasze wspomnienia zdecydowanie częściej opierają się na tym, co zobaczyliśmy na zdjęciach albo usłyszeliśmy od rodziców czy rodzeństwo niż na tym, co faktycznie zarejestrował nasz mózg" - tłumaczy dr Kimberley Wade z brytyjskiego University of Warwick, zajmująca się badaniem pamięci. Innymi słowy - pamięć autobiograficzna, jeden z najważniejszych elementów naszej tożsamości, jest po prostu złudzeniem.

W jednym z najgłośniejszych eksperymentów dr Wade i jej koledzy wykorzystali sfabrykowane zdjęcia i zmyślone opowieści rodziców, by wmówić ludziom, że w dzieciństwie odbyli lot balonem. Pionierem tego typu badań była również prof. Elizabeth Loftus, obecnie pracująca na University od California w Irvine. Jej z kolei udało się przekonać ludzi, że spotkali w Disneylandzie Królika Bugsa (co jest oczywiście niemożliwe, bo tę postać stworzyło konkurencyjne studio Warner Bros.) Wprawdzie na tego typu manipulacje daje się złapać tylko ok. 30 proc. badanych, ale według dr. Gallo każdy z nas jest na nie mniej lub bardziej podatny. Wynika to ze sposobu, w jaki nasz mózg przetwarza informacje. Nie jesteśmy w stanie zapamiętać dokładnie wszystkich szczegółów, zachowujemy więc w pamięci tylko istotę wydarzenia, operujemy skojarzeniami i wyciągamy wnioski. To daje naszej pamięci potężną siłę, będącą jednocześnie jej piętą Achillesową.

Dr Gallo jest przekonany, że skoro umysł tak łatwo można oszukać w laboratorium, to samo dzieje się zapewne w codziennym życiu. Dowodzą tego wspomnienia dotyczące dramatycznych wydarzeń, takich jak ataki terrorystyczne z 11 września 2001 roku czy śmierć księżnej Diany. Wiele osób doskonale pamięta te dni, ale w większości wypadków są to fałszywe wspomnienia. Kilka dni po atakach na WTC psychologowie z University of Illinois w Cicago zadali blisko 700 osobom pytanie, gdzie i z kim był, co robiły i w jaki sposób dowiedziały się o zamachach. Rok później zadali to pytanie jeszcze raz. Ponad polowa uczestników badania zmieniła swoje opowieści w co najmniej jednym punkcie, ale wszyscy byli przekonani, że doskonale wszystko pamiętają.

Fałszywe wspomnienia mogą być bardzo sugestywne. W roku 2002 psychologowie z brytyjskiego University of Portsmouth przeprowadzili wśród klientów centrum handlowego badanie dotyczące wspomnieć o śmierci księżnej Diany. Uczestnikom zadano m.in. pytanie, czy widzieli "nagranie" z wypadku. Niemal połowa ludzi odpowiedziała, że tak, choć coś takiego nigdy nie powstało.

Skoro tak wyraziste i pewne wspomnienia mogą być zafałszowane, naszą pamięć autobiograficzną także należy traktować z dużą rezerwą. Kiedy badacze z nowozelandzkiego University of Canterbury zapytali bliźnięta o wspomnienia ze wspólnego dzieciństwa, okazało się, że większość par ma przynajmniej jedno sporne wspomnienie - oboje są przekonani, że coś wydarzyło się im, a nie ich rodzeństwu. Według dr. Gallo podobne podłoże mają kłótnie małżeńskie, które bardzo często wybuchają w związku z diametralnie różnymi wersjami tych samych wydarzeń. A niedawno prof. Giuliana Mazoni z brytyjskiego University University of Hull odkryła, że ponad 20 proc. z nas ma wspomnienia autobiograficzne, w które nie wierzy - głównie z tego powodu, że stoją one w sprzeczności z niezbitymi faktami.

Czy ma to jakikolwiek znaczenie ? "To trochę przerażające, jak bardzo możemy się mylić. Wspomnienia są częścią naszego życia, naszej tożsamości" - mówi dr Wade. Pozostają też kwestie czysto prawne. Jeśli byliśmy świadkami jakiegoś przestępstwa i będziemy składać zeznania, na ile możemy być pewni, że mówimy prawdę ? Ale dr Wade twierdzi też, że iluzoryczny charakter naszej pamięci jest raczej jej zaletą niż wadą. Służy ona bowiem w dużym stopniu do odbywania "mentalnych podróży w czasie", konstruowania i testowania przyszłych scenariuszy na podstawie dotychczasowych doświadczeń. Gdyby nie elastyczność naszej pamięci, byłoby to niemożliwe. Niewykluczone więc, że głowa wypełniona półprawdami to cena, jaką płacimy za możliwość patrzenia w przyszłość.

 

2. Ja mam rację, inni nie

Bez względu na to, co sądzisz o premierze Donaldzie Tusku, bez trudu znajdziesz kogoś kto jest przeciwnego zdania. Jak wynika z badań CBOS, rząd popiera 36 proc. Polaków, zaś 33 proc. to jego zdecydowanie przeciwnicy. Skąd biorą się tak diametralne różnice zdań ? Z pozoru proste - ludzie są tendencyjni. Ich światopogląd kształtowany jest przez sympatie polityczne, media, przyjaciół, rodzinę i wiele innych czynników. Niby nie można nic zarzucić temu wytłumaczeniu. Kto jednak tak naprawdę jest tendencyjny ? Wszystko zależy kogo zapytamy. Ci, którzy popierają Tuska, powiedzą, że konserwatyści i ich media kierują się niesłusznymi uprzedzeniami. Przeciwnicy premiera powiedzą to samo o liberałach. I jedno, i drudzy będą mieli rację. Psychologowie twierdzą bowiem, że niemal wszystkie nasze osądy i czyny są podszyte uprzedzeniami z których na ogół nie zdajemy sobie sprawy. Zamiast postrzegać świat obiektywnie - takim, jakim jest - widzimy go przez pryzmat naszej hipokryzji.

Oczywiście zapewne uważasz, ze twoja opinia na temat premiera jest uczciwa i obiektywna, bo opiera się na chłodnej obecnie faktów. Może niechętnie przyznasz, że jesteś liberałem lub konserwatystą, ale to tylko utwierdzi cię w przekonaniu, że wybrałeś jedyną sensowną opcję. Właśnie na tym polega złudzenia naiwnego realizmu – przekonanie, że to ty, albo wręcz tylko ty, postrzegasz świat takim, jakim jest naprawdę, a każda osoba, która widzi go inaczej, padła ofiarą uprzedzeń. Jeśli w tym momencie myślisz, że może dotyczyć to innych, ale ciebie z pewnością nie, masz do czynienia z kolejną iluzją – zaślepieniem. Nasze uprzedzenia kształtują się w młodości i działają na poziomie podświadomym. Nie oznacza to bynajmniej, że ludzie nie zastanawiają się i nie analizują swoich ocen i przekonań. Wielu to robi, ale uprzedzenia tkwią tak głęboko, że trudno do nich dotrzeć. Łatwo więc dojść do wniosku, że nasze przekonania są słuszne i racjonalne.

Uprzedzenia mogą dawać poważne skutki. Niewielu ludzi uważa siebie za rasistów lub seksistów, ale zdradzają to ich zachowania. W pewnym badaniu pokazano uczestnikom zdjęcie mężczyzny i kobiety, a następnie zapytano, którą osobę chętniej widzieliby na stanowisku szefa policji. Powiedziano im także, że mężczyzna ma „doświadczenie w terenie”, a kobieta „odebrała solidne wykształcenie” lub na odwrót. Większość osób wskazała na mężczyznę jako właściwego kandydata, uzasadniając swoją decyzję tym, że jego umiejętności – niezależnie od tego, które – mają dużo większe znaczenie w tej pracy.

Na łaskę uprzedzeń zdane są także fakty. Większość ludzi odbiera świat w sposób zgodny ze swoimi przekonaniami. Na podobnej zasadzie mamy skłonność do wyszukiwania informacji, które przystają do naszego światopoglądu, i jednocześnie odrzucania informacji z nim sprzecznych. Tego typu „skrzyżowanie konfirmacyjne” jest dosyć powszechne – wychodzi na jaw przy badaniu opinii odnośnie tematów kontrowersyjnych, takich jak stosowanie kary śmierci. Nawet jeśli przedstawi się badanym rzeczowe argumenty obydwu stron, większość będzie interpretować dane w taki sposób, by znaleźć w nich poparcie swoich własnych poglądów – nie zrobi to zupełnie nieświadomie.

Niestety uświadomienie sobie tego, że kierujemy się uprzedzeniami, praktycznie nic nie zmienia – taką mamy naturę.

 

3. Wyrastam ponad przeciętność

Jakim jesteś kierowcą ? Pewnie odpowiesz, że niezłym. Wyniki badań pokazują, że 74 proc. Kierowców uważa się za ponadprzeciętnych. Co więcej, osoby, które brały udział w wypadku samochodowym, mają zdecydowanie wyższe mniemanie o swoich zdolnościach niż kierowcy jeżdżący bezwypadkowo. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Jeśli nie ma garstki naprawdę fatalnych kierowców zaniżających statystyki, to niemożliwe jest, by większość miała umiejętności powyżej średniej. Ale swoich cech pozytywnych – kompetencji, inteligencji, uczuciowości, oryginalności, czy niezawodności – większość oceni się powyżej przeciętnej. A gdy zadamy podobne pytanie o cechy negatywne, okaże się, ze tym razem wszyscy plasujemy się poniżej średniej.

Ta egoistyczna iluzja została nazwana przez psychologów „lepszy od średniej”. Jest powszechna, chociaż mało kto zwraca na nią uwagę. Czemu ? Po prostu sądzimy, że oceniamy siebie obiektywnie, podczas gdy inni przejawiają tendencję do wyolbrzymiania swoich zalet. Mamy także skłonność do idealizowania naszych bliskich. Około 95 proc. Osób ocenia swojego partnera życiowego jako osobę ponadprzeciętnie inteligentną, atrakcyjną, ciepłą i zabawną. Tak samo większość rodziców uznaje swoje dzieci za bystrzejsze, zdolniejsze bardziej rozwinięte od rówieśników.

Efekt „lepszego od średniej” to tylko jedno z pozytywnych złudzeń, które pozwalają nam utrzymywać się w przeświadczeniu o własnej wyjątkowości. Kolejne to zaślepienie optymizmem – dobrze opisane zjawisko zachłystywania się całkowicie nierealnymi oczekiwaniami wobec przyszłości. Większość ludzi spodziewa się żyć dłużej, w lepszym zdrowiu i odnosić większe sukcesy niż inni, jednocześnie bagatelizują ryzyko zapadnięcia na poważną chorobę, rozwodu czy udziału w wypadku. Im bardziej (lub mniej) czegoś pożądamy, tym bardziej (lub mniej) wierzymy, że się to nam przytrafi.

Według prof. Jonathana Browna z University of Washington w Seattle, jednego z twórców koncepcji pozytywnych złudzeń, wszystko zaczyna się w dzieciństwie – rodzice od najmłodszych lat pielęgnują nasze poczucie wyjątkowości. Potem przez całe życie mamy skłonność do dzielenia świata na „nas” i „ich”. Gdy z kimś się wiążemy, natychmiast zostajemy zaliczeni do jego grupy. W naszej naturze zakodowane jest postrzeganie „swoich” w bardziej pozytywnym świetle niż innych. Podkreślamy zasługi, pomijamy milczeniem porażki, patrzymy z góry na ludzi spoza naszego kręgu. Nic dziwnego, że większość z nas ma takie wysokie mniemanie o sobie. Nie jest to jednak nic złego – wręcz przeciwnie, takie złudzenia są oznaką zdrowia psychicznego. Ludzie ich pozbawieni mają dużo większą skłonność do popadania w depresję –ten stan nazywa się realizmem depresyjnym.

Jeszcze bardziej oszukujemy samych siebie, jeśli chodzi o to, jak postrzegają nas inni. „Na ogół wydaje się nam, że wiemy co ktoś o nas myśli. Nieprawda – zupełnie nie mamy o tym pojęcia” – twierdzi prof. Nicholas Epley, behawiorysta z University of Chicago. Wynika to w dużej mierze ze zjawiska znanego jako „efekt jupitera” – złudnego przekonania, że wszystko, co robimy i mówimy, jest pilnie obserwowane i oceniane. „Ponieważ jesteśmy bardzo świadomi siebie i swoich czynów, wydaje się nam, że inni zwracają na to uwagę, podczas gdy w rzeczywistości ledwo nas zauważają” – podkreśla uczony. Sprawę komplikuje to, że trudno nam odgadnąć, co myślą inni. Obserwujemy ich twarze i zachowanie, ale nie zawsze odzwierciedla to stan umysłu. Dotyczy to również osób bliskich. „Wiele wskazuje na to, że po roku małżeństwa gorzej idzie nam czytanie w myślach naszego współmałżonka. Wydaje nam się, że im więcej czasu spędziliśmy z naszym partnerem, tym lepiej go znamy, ale tak naprawdę dużo lepiej potrafimy ocenić, czy dogadujemy się z zupełnie obcą osobą” – twierdzi prof. Epley.

Najgorzej chyba wychodzi nam ocenianie własnego wyglądu. Każdy wie, jak wygląda, ale nie ma pojęcia jak go oceniają inni. „Tymczasem gdy zestawimy własną ocenę z tym, co mówią o nas inni, nie ma żadnej zbieżności. Szok!” – mów prof. Epley.

 

4. Mogę zrobić co zechcę

Przekonanie o posiadaniu wolnej woli – zdolności do świadomego kontrolowania własnych czynów i decyzji – jest niezwykle głęboko zakorzenione w naszych umysłach. Im więcej jednak wiemy o fizyce rządzącej działaniem wszechświata i zjawiskach łachocących w naszym mózgu, tym mniej wydaje się to prawdopodobne.

Jeden z koronnych argumentó1) zwolenników tej teorii brzmi: wszechświat, włączając w to jego fragmenty tworzące nasz mózg, jest całkowicie deterministyczny. Stan, w którym coś znajduje się w tym momencie, determinuje stan w jakim to coś znajdzie się za milisekundę, miesiąc, czy też milion lat. W związku z tym wolna wola nie może istnieć.

Potwierdzają to także badania z dziedziny neurologii. Około 30 lat temu psycholog Benjamin Libet odkrył, że jeśli poprawimy kogoś o wykonanie swobodnego ruchu np. ręką w dowolnie wybranym momencie, mózg tej osoby inicjuje ów Roch, zanim do świadomości dotrze informacja o podjęciu decyzji. Od tego czasu przeprowadzono wiele eksperymentów, które doprowadziły neurologów do wniosku, że wolna wola jest tylko kolejnym złudzeniem.

A przecież wydaje się tak realna. Z badań przeprowadzonych w 1998 r. w ramach International Social Survey Programme na 40 tys. Osób z 34 krajów wynika, że ponad 70 proc. Z nas wierzy w wolną wolę. Jesteśmy przekonani, że kontrolujemy siebie samych, że chociaż zrobiliśmy jedną rzecz, mogliśmy równie dobrze zrobić inną, i że w każdym momencie mamy do wyboru co najmniej kilka dróg postępowania. I oczywiście jesteśmy przekonani, że lepiej kontrolujemy swoje życie niż inni ludzie. Tymczasem wygląda na to, ze jest to tylko jeszcze jedna iluzja stworzona przez nasz umysł. Wniosek nasuwa się sam – żyjemy zanurzeni po uszy w złudzeniach.

 

Focus 8/191

Przepisywane ręcznie, więc przepraszam za błędy

 

 

 

Tekst długi, ale zachęcam do przeczytania :).

Link to comment
Share on other sites

Wprowadzenie tego działu bardzo mi się podoba. :) Do tematu:

 

Ad.1 Nigdy o tym nie myślałem, jest w tym dużo racji. Gdy myślę, że wszystko doskonale pamiętam to wspominając ze znajomymi [Kiedyś bardzo dobrzy koledzy] czasami wychodzą inne historie w jakimś stopniu. Większość się zgadza. Może to właśnie dzięki temu jesteśmy dużo bardziej inteligentni od zwierząt. Możliwe, że ludzkie mózgi stworzyły swoje szyfry zajmujące dużo mniej przestrzeni sieci neuronowych i mogą uczyć się wiele, wiele więcej od zwierzęcych. Dajmy np psy, najlepiej wytresowane rozumienią nie wiele ponad 100 komend.

 

Ad.2 Uważam, że nie ma czegoś takiego jak dobro i zło, dlatego też nic w naszych głowach nie jest uprzedzeniem. Od dzieciństwa wpojono nam własne wartości. Nie byliśmy świadomi postępować i uznaliśmy swoje ideały za najlepsze.

 

Ad.3 Iluzje jak najbardziej istnieją, uważam, że najbardziej obiektywnymi są nasze własne. Z tego tektu niby to my się mylimy a nie inni. Jeżeli większość społeczeństwa jest przeciętna lub poniżej przeciętnej to Ci co mają własne zdanie różniące się od zdania większości są powyżej przeciętnej. Z tego względu, że są odporniejsi na masowe iluzje innych osób.

 

Ad.4 Coś takiego jak wolna wola istnieje. Ludzie ludziom od dziecka wpajali dobroć, uczynność i w ogóle wszystkie tak zwane dobre zachowania. Co do tej ręki uważam, że działa uczynność jaką nam wpojono. Jeżeli nie widzimy żadnych "złych" konsekwencji czynu jaki wykonamy to z właśnie uczynności podniesiemy tę rękę z myślą: "Mi się nic nie stanie a on niech się ucieszy"

 

 

Link to comment
Share on other sites

Ja powiem szczerze, że uważam to za trochę naciągane. Pamięć mamy wybiórczą, a i owszem. Zapamiętujemy ważniejsze wydarzenia - to też na pewno. Jednakże ze swojej przeszłości pamiętam wydarzenia tak samo, jak moja siostra. Wiem również co przytrafiło się jej, a co mnie.

Jedyne co mogę tutaj dodać to wpływ snów na wspomnienia. Czasami mam takie momenty, że opowiadając coś, zastanawiam się, czy miało to miejsce naprawdę, czy jednak mogło mi się to kiedyś przyśnić i teraz już tego faktu nie pamiętam.

 

Iluzja z punktu trzeciego chyba też nie dotyczy wszystkich. Są ludzie, którzy dość krytycznie podchodzą do swoich bliskich, jak i do samych siebie. Jest na pewno grupa osób, które zawsze stawia swoje "ja" na piedestale, ale czy to nie jest przypadkiem znany wszystkim narcyzm ?

Focus trochę to chyba jednak koloryzuje. Nie można przecież jakichś rzeczy, które są faktami podciągać pod iluzję.

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.